sobota, 27 listopada 2010

Piątek 13 - ego ;)

Jak zapewne większość ludzi nie lubiłam 13 -ego dnia każdego miesiąca, bo oczywiście powszechnie 13 uważany jest za pechowy. Pewnego dnia był to ostatni dzień tygodnia, czyli piątek i to w dodatku oczywiście 13. To były złote czasy mojej podstawówki. Byłam w 6 klasie.  Na geografii baba zrobiła man kartkówkę i automatycznie pojawiła się myśl w mojej głowie: „ no jasne 13…. ja nie jestem przygotowana, a ta zołza robi kartkówkę!!” no… to był koniec szczęśliwego dnia w budzie. Zołza zaczęła dyktować pytania, byłam spisana na straty, no wtedy dla mnie to była masakra :) Ale o cudo po odnotowaniu na kartce pytań okazało się, że cholera jasna, niech to gwint ściśnie ja znam odpowiedzi na te pytania!!! Oczywiście zaraz po oddaniu wszystkich kartek w klasie baba od gery sprawdziła kartkówki. I co się okazało?? Heheh szef nad wszystkie szefy dostał 5 z tej kartkówki!!! Ye ye ye!!! To było jak wygrana w totka :) Ale to jeszcze nie był koniec dnia i to nie było ostatnie zaskoczenie tego dnia. Wróciłam do chaty zadowolona jak cholera. A że to już blisko wakacji było, więc spieszyłam się, bo na nasze osiedle przyjechało wesołe miasteczko, więc to było najlepsze miejsce spotkań po szkole. Na placu, na przeciwko mojej chaty stało to magiczne wesołe miasteczko. Wydawało się na nim każdy grosz, jaki się miało. Koło karuzeli łańcuchowej stała zwykła metalowa buda na kółkach, czyli strzelnica :) Do strzelnicy prowadziły drewniane schodki, więc przychodziliśmy z kumplami i siadaliśmy na schodkach strzelnicy. Tego dnia, a przypominam, że był to piątek 13 – ego, poszłam tam z kumpelą. Siadłyśmy sobie na tych drewnianych schodkach. I tak siedzę i patrzę, rozglądam się. Oblukałam wszystko, co się dzieje i znudzona spojrzałam w dół. I cholera to był szok, to było największe zaskoczenie tego dnia, to było dla mnie cholera prawie magiczne i niemożliwe!!!! Taaaaakie szczęście, znalazłam całą, papierową stówę!!! 100 złotych!!! Kurcze to wtedy była ogromna kasa, pamiętam, że można było za to spooooro kupić, ale ja wymyśliłam sobie że za tą kasiorę kupię sobie kostium kąpielowy. I tak też się stało. To był mój pierwszy dorosły kostium kąpielowy :) Taki jednoczęściowy, ale dość mocno wycięty na dole, no jak na tamte czasy dość seksowny :) Wszystkie koleżanki w budzie mi go zazdrościły. Był tak seksi, że kolesie z klasy na basenie, zanurzali głowy w okularkach pływackich i gapili się na moje, jak dla nich prawie gołe części intymne :)))

I w ten sposób, piątek 13 – ego został po prostu odczarowany. Do dnia dzisiejszego ten dzień, czy to piątek 13 –ego, czy sam 13 lub liczba 13 jest dla mnie szczęśliwa. Mój mąż urodził właśnie się 13 – ego, mieszkamy razem w budynku numer 13 i wydaje mi się, że poznaliśmy sie właśnie 13 – tego!!!, aczkolwiek tego nie pamiętam dokładnie, bo kurcze jakoś tak wyszło, że cholerka byłam na małej bombce :) Lekkim paradoksem jest to, że pewnie jakby się człowiek dokładnie rozejrzał, to okazało by się, że jest więcej 13 w moim życiu, niż mnie się wydaje :)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz