piątek, 28 stycznia 2011

Głupota Ink :))

Już od jakiegoś czasu myślę o zrobieniu sobie tatuażu, aczkolwiek chcę żeby to było coś przemyślanego i ładnego dla oka. Nie chcę się spieszyć i dać się namówić na jakąś bzdurną dziarę. Wiem, że jestem wybredna i jak nie wybiorę odpowiedniego wzoru to może mi się to szybko znudzić. Tylko, że to nie rękawiczka, tego się nie da zdjąć :) Więc rozmyślnie szukając inspiracji zaczęłam przekopywać neta w poszukiwaniu ideału na wzór. No i się zaczęło… Jak ja się kurcze zszokowałam i uchachałam, jakie cuda ludzie sobie dziarają na ciele. Dużo jest dobrych i ciekawych prac, aczkolwiek mnie zainteresowały najgłupsze, najbrzydsze i najbardziej durne dziary według mnie. Szukanie czegoś odpowiedniego dla siebie szybko zmieliło się w oglądanie „bazgrołów” jak ja to nazwałam albo inaczej „głupota do potęgi”. Ja wiem i rozumiem doskonale, że w dzisiejszym świecie, jeśli chcesz zaistnieć, być zauważonym to musisz się wyróżniać. Ale kurcze nie wiem, co kieruje kolesiem, który wydziarał sobie np. małpę, krowę, kota…albo luknijcie na lolę Made in Poland, albo na pachę kolesia… lub świnkę na rozkład... a może panowie smoczek wam się podoba??? :)))) Najbardziej właściwie rozwalił mnie wabbit :)…  a z resztą sami zobaczcie ten obraz rozpaczy, bo ja poległam :) ENJOY!!!

Na końcu jest foto nogi mojego kumpla Jacka, tak dla odmiany coś w dobrym stylu :P
















Noga Jacka ;)


poniedziałek, 3 stycznia 2011

Moje zdobycze :)

Kurcze ja to kocham łazić po małych komisach z fajnymi klamotami, po takich sklepikach, pchlich targach, po targowiskach ze starociami, aczkolwiek u nas w Polsce to mało jest takich miejsc, gdzie można spotkać jakieś ciekawe i ładne gadżety. Niestety zazwyczaj są już przebrane przez właścicieli lub sprzedawców tychże sklepików, albo,  jeśli już znajdzie się coś ciekawego, to cholera jest tak kosmicznie drogo, że aż strach :) Ja jak mam czas i okazję bywać poza granicami naszego kraju to lubię sobie poszperać w starociach i cholerka zawsze wyciągnę z jakiegoś zakamarku coś fajnego dla siebie. Tym razem będąc u Siostry w Holandii zaatakowałam sklepik ze starociami w pobliżu firmy, w której ona pracuje. No jak mnie tam zabrała to normalnie RAJ dla mnie i moich oczu :) Nie mogłam się powstrzymać i oczywiście oprócz staroci znalazłam również kilka fajnych rzeczy do użytku codziennego np: srebrne kubeczki do herbaty, zegarek też srebrny :) latarenki metalowe na podgrzewacze sztuki dwie, maleńkie pojemniczki - misunie z białej porcelany :) i inne. Oczywiście jak już mam taką zdobycz to czasem potrzebuje ona mojej profesjonalnej "renowacji" i wtedy się zaczyna. Farba (najczęściej biała moja ulubiona), pędzel, papier ścierny i jedziemy z koksem :) I dziś nastąpił ów fantastyczny dzień, kiedy to w końcu mogłam po pracy wziąć pędzel w łapki i malu malu :) I tak zdobycze odzyskały nowy blask. Wśród moich ulubionych zdobyczy z Holandii jest śliczna srebrna łyżeczka, którą używam w chwili obecnej, jako łyżeczkę do cukru w cukiernicy w biurze, albo świetna lampka na moje biurko w biurze ze srebrną nóżką i białym klosikiem z wzorkiem, czy ramka z owalnym oczkiem :) albo kluczyk, który nie jest taki mały i to wszystko za jakieś grosiki za 1 euro, za 2 euro za 60 centów śmieszne ceny. Dla przykładu słodka maleńka łyżeczka, która jest ze srebra kosztowała mnie 90 centów!!! A srebrne kubeczki do herbaty 30 centów każdy!!! Lampka którą widzicie na zdjęciu poniżej kosztowała UWAGA!! 1,50 euro!!!! Śmieszne pieniądze, oczywiście było jeszcze kila ciekawych przedmiotów np. krzesło (też białe oczywiście), było tylko jedno!! Z ażurkowym dekorem na oparciu pasujące do mojej komody w biurze, ale mieliśmy tak mało miejsca w aucie, że nie było nawet mowy :( Wiadomo świąteczne zakupy, prezenty w bagażniku i mnóstwo innych ubrań, butów ehhhh.

Poniżej przedstawiam kilka moich ulubionych zdobyczy :) Jestem z nich dumna :)))