Tak przed świątecznie "włamując" się już w szaleństwo przygotowań podaję mój ulubiony przepis na ciacho czekoladowe. Zapraszam do wypróbowania przepisu :)
Ciacho:
1 tabliczka czekolady gorzkiej. Takiej, co najmniej 50 % lub więcej
1 kostka dobrej, jakości masła
7 stołowych łyżek kakao
1 szklanka cukru
5 łyżek stołowych mąki
4 jajka
pół opakowania cukru waniliowego lub olejek waniliowy
olejek rumowy lub arakowy
1 opakowanie rodzynek
5 łyżeczek proszku do pieczenia
mleko (jeśli jest potrzeba)
Potrzebujemy:
- mikser
- metalowa miska
- miska do białek
- garnek z wodą (wody nie musi być dużo)
- łyżka do mieszania
- blaszka do pieczenia
Więc kochani domowym sposobem przygotujcie sobie kąpiel wodną. Potrzebujemy metalową miskę oraz garnek z wodą. Taki, aby wasza miska weszła do garnka, ale nie może ona w nim pływać :) Masło pokrójcie w małe kostki (zostawcie sobie kawałeczek do smarowania blaszki), czekoladę połamcie na małe kawałki to wszystko włóżcie do miski. Do tego dorzućcie cukier oraz 7 stołowych łyżek kakao. Włóżcie teraz miskę do garnka z wodą. Pilnujcie, aby ogień nie był zbyt duży i cały czas mieszajcie, aż czekolada oraz masło się rozpuści. Nie pozostawiajcie tej mikstury :) samej na ogniu, ponieważ może szybko zgęstnieć lub się przypalić. W całej kuchni lub jak u mnie w kuchni i salonie rozejdzie się cudny zapach czekolady :) Masa powinna być aksamitna. Więc jak składniki się rozpuszczą wyciągamy miskę z garnka. Czekamy, aż masa wystygnie. Następnie dodajemy cukier waniliowy, olejek rumowy (kilka kropli) musi być czuć aromat w cieście. Ja to robię oczywiście na wyczucie :) Żółtka jajek należy oddzielić od białek. Dodać żółtka do masy. Sypiemy proszek do pieczenia oraz mąkę. Mąkę dosypujemy po 1 łyżce i zaczynamy miksować. Jeśli masa jest za gęsta dodajemy troszkę mleka. Masa powinna być zwarta, ale nie za gęsta (nie powinna być sucha). Teraz w drugiej misce miksujemy białka na sztywno. Do masy ubitej wcześniej dodajemy całe zmiksowane białka i UWAGA mieszamy łyżką tak, aby dodać jeszcze powietrza do ciasta. Ciasto powinno mieć cudny zapach oraz ślicznie lśnić. Bardzo lubię to ciasto w tej jeszcze płynnej postaci :) Na końcu dodajemy całe opakowanie rodzynek i mieszamy delikatnie. Następnie smarujemy blaszkę masłem. Ja niczym jej nie posypuję, ponieważ nie lubię, kiedy ciasto na brzegach ma inny smak. Wtedy też jest też bardziej suche. Wylewamy masę na blachę.
Ciacho wstawiamy do nagrzanego piekarnika 180 stopni (ja mam termo obieg).
Po upieczeniu i ostygnięciu ja je podaję najczęściej z bitą śmietaną i owocami :) Choć ja i Robert bardzo lubimy również samo ciacho. Przepis jest mój – autorski. Jest bardzo szybki łatwy do wykonania, a ciacho zawsze wychodzi :) Enjoy