niedziela, 23 października 2011

Kopia Sznycla Panzerotto :)

Tak spędzają dzień wolny takie kobity jak ja, to znaczy na gotowaniu J


           Dziś przedstawiam własną kopię sznycla panzerotto. Uczta dla oka i ciała + świece +kwiaty oraz przysłowiowa wisienka na torcie, czyli łiski z lodem na mój sposób. A ten mój sposób tak się przedstawia: Lubię pić przeróżne napoje w kieliszku do wina. Piję w nim różne napoje począwszy od soków, drinków, whisky, wina kończąc na kawie na zimno, którą uwielbiam, ale tylko w najlepszym wydaniu, czyli słodka kawusia z mlekiem, bitą śmietaną i lodami waniliowymi lub kruszonym lodem mmmmmiammm J Mój Robert mówi, że ten kieliszek do wina to moje zboczenie. Nie ukrywam, że mam już drugi komplet kieliszków do wina, bo poprzedni wybiłam, tak jakoś przy okazji częstego użytkowania J
                 
                 Powracając do przepisu. Ideał Sznycla Panzerotto możecie zjeść w mojej ulubionej restauracji Belle Epoque znajdującej się w Stargardzie. Polecam J Oczywiście nie znam tego przepisu dokładnie, dlatego też to będzie moja interpretacja tej potrawy „wysmakowanej” w restauracji.

Kopia Sznycla Panzerotto

Składniki:

sztuka wieprzowiny na jeden sznycel
kawałeczek sera może być Gouda
pomidory z puszki
bułka tarta
jajko
2 ziemniaki
mieszanka warzywna: brokuł, marchew, kalafior
masło
odrobina oleju
sól, pieprz czarny, czosnek granulowany, bazylia, przyprawa do ziemniaków Vegeta Natur

            Zatem przystępujemy do gotowania J

                       Zaczynam od ziemniaków, ponieważ będą się piekły najdłużej. Myję dokładnie moje 2 ziemniaczki, rozkrajam oba wzdłuż i jak są jeszcze mokre solę je z obu stron i posypuję je dość obficie przyprawą do ziemniaków Vegeta Natur. Układam je w pojemniku żaroodpornym przekrojoną częścią do góry i kładę na każdy z nich mniej więcej pół łyżeczki masła. Tak przygotowane ziemniaczki wkładam do rozgrzanego do 160 stopni piekarnika i piekę je około 25 minut. W zależności od wielkości ziemniaka. Po prostu mają mieć przypieczoną, smakowicie brązowo – złotą skórkę. Także obserwujcie je J W międzyczasie przygotowuję sos na sznycel. 2 – 3 pomidory z puszki rozgniatam ręką i wlewam trochę soku z puszki do małego garnuszka, przyprawiam bazylią, pieprzem, solą, czosnkiem i stawiam na małym ogniu, dodaję starty kawałeczek sera, aż się roztopi. Pozostawiam na ogniu na 2 minuty ciągle mieszając. Sos gotowy J
           Myję sznycel wieprzowy, rozbijam go i przyprawiam na oko. Sól, pieprz, czosnek i zostawiam na 15 min. Następnie rozbijam jajko i ubijam widelcem. Przygotowuję talerzyk z bułką tartą.  Obtaczam sznycel w jajku, następnie w bułce. Tak … dokładnie tak jak schabowy J i smażę na odrobinie oleju na patelni.
                     Wcześniej wstawiam wodę osoloną w garnku i jak zawrze wrzucam warzywa i gotuję kilka minut. Maja być chrupkie. Jak są gotowe odlewam wrzątek i dodaję łyżkę stołową masła i mieszam warzywa.
             Kiedy ziemniaczki są gotowe wyciągam je na talerz, sznycel również podgrzewam sos mieszając i nakładam go na sznycel. Na końcu dodaję warzywa z masłem na talerz i… gotowe J aha i nalewam do mojego kieliszka do wina whisky, dodaję kostki lodu i gotowe J Smacznego






piątek, 8 lipca 2011

Zdobycze kontra urodziny Królowej :)))


Kurcze dawno mnie tu nie było, bo jak zwykle czasu brakowało. A mam się czym pochwalić. Jakiś czas temu byłam w Holandii u siostry i ze sklepu ze starociami nawiozłam kilka ciekawych i ładnych rzeczy. Moje nowe zdobycze kurcze :) Choć właściwie nie tylko ze sklepu… bo trafiliśmy na wielkie święto Holendrów – czyli urodziny Królowej. A było to tak…
Pewnego dnia… śpię sobie spokojnie i słyszę przez sen taki huk metalu uderzanego w podłoże z asfaltu, lub bruku :) Tak jakby ktoś rzucał metalowym koszem czy kopał go sobie, albo jakby turlał metalowe rury po betonowej nawierzchni :) i tak śpię i przez sen gadam do siebie, co za ku…a tam rzuca tym śmietnikiem, spać niech idą barany. I tak jakieś 15 minut, więc bluzgam sobie przez sen nadal, ale bez zmian nadal łupie. Nie wytrzymałam otwieram oczy, patrzę na tela 6:05!!! Więc oburzenie moje było jeszcze większe, że na moim urlopie ktoś pozwolił sobie mnie tak okrutnie obudzić w środku nocy!!! Luknełam na Roberta, gdzie tam, śpi jak zabity, nie wie co jest. Więc dobra, mówię wstanę zobaczę co się dzieje, bo normalnie kto śmiał szefa obudzić!!! Podchodzę do okna, podnoszę roletę do góry, a tu człowieku ekipa 6 kolesi rozstawia stragany na metalowej konstrukcji i jeden koleś zrzuca z ciężarówki metalowe rury konstrukcji straganów, które turlają się po chodniku dając owy tajemniczy dźwięk :))) Myślę sobie WTF??  Ludzi pod oknami już chyba z 500, co się dzieje?? Ale położyłam się z powrotem, aby podrzemać jeszcze kapkę. No i tak nie za długo podrzemałam, bo około godziny 8:00 zaczęła się jazda!! Nagle ktoś załączył jakąś muzę, jeśli było można nazwać to muzyką. Taki głośny dźwięk, a właściwie huk tak zwanej KATARYNKI!!! Takiej prawdziwej wielkiej jak szafa, drewnianej KATARYNKI!!! Dźwięk ten rozległ się po całej ulicy i całym domu. No niestety tak to jest, jak się w centrum na deptaku mieszka :) Jakby mało tego było to jeszcze co jakiś czas jakiś koleś wykrzykiwał pod naszymi oknami po holendersku następujący komunikat: Kiełbaski, sznycle, hamburgery!!! Świeże, najlepsze tylko u mnie. Zapraszam serdecznie tylko 2 euro!!!!! I tak calutki dzień. Pomijam, że KATARYNKA cały czas bez przerwy ciężko pracowała i napierała po uszach ile wlezie. Więc co robić?? Jakoś 20 po 8:00 wstała Ewa. Niedospana, poduszka odbita na twarzy – podobnie jak u mnie :)wyjrzała przez okno i mówi: Ku.. a urodziny królowej holenderskiej, jaki chaos!!! Ewka mówi do mnie: Noooo, to tak cały dzień będzie, aż wszystko wykupią, wyjedzą i się zmęczą - tak około 17:00 skończą!! A tam za oknem to już tłum ludzi był, każdy coś, nosił, jadł albo pił. Ludzie przekrzykiwali się nawzajem, aby kupować ich rzeczy, bo tanio, bo okazja.. jak na targu. Śmieszne i dziwne było dla mnie to, że niektórzy stali za straganami, ale większość ludzi miała rozłożone swoje rzeczy na kocach. Takich normalnych kocach w kratkę lub w kropki, paski, czy romby, kto jaki miał :) Dzieci miały swoje kocyki a na nich np.: swoje zabawki, którymi się już nie bawią na sprzedaż za śmieszne sumy za 5, za 10 lub 20 centów, co lepsze i większe to za euro. Generalnie można było średnio za 1,5 euro kupić naprawdę niezłe rzeczy. Udało mi się kupić kilka fajnych zdobyczy np.: stylizowany mosiężny świecznik, białe ozdobne półeczki lub jak kto woli podpórki, serduszka z wikliny, białą postarzaną tacę z wyciętym serduszkiem, piękną cukierniczkę z oryginalnej bawarskiej porcelany wraz z ozdobną łyżeczką, 3 sztuki srebrnych pater, 2 filiżanki z postarzanego metalu albo mój ulubiony wielki srebrny wazon za euro!!! I wiele innych, których nie sfotografowałam :) Było tam wiele przeróżnych rzeczy. Ludzie mieli tam normalnie wszystko!! Dla każdego coś fajnego!! Jak ja wypadłam na tę ulicę, to tylko mnie trzymać!! Latałam, aż kasa mnie się skończyła. Kasa w sensie 11 euro :) Łącznie na wszystko wydałam jakieś grosze. Ale skarby jakich mi się udało naszabrować w sklepie z klamotami i na ulicy, nie da się przeliczyć na pieniądze. Dla mnie liczy się ich uroda, a nie cena, bo lubię starocie. Dla mnie, nie musi być drogie, musi być zużyte, postarzałe, ponieważ w tym tkwi piękno i urok staroci. A ja i tak po swojemu nadaje im nowy wygląd i nowe życie.

Luknijcie na to :)













wtorek, 5 kwietnia 2011

Umysł warty 25 miliardów dolarów!!!!!

Ostatnio mając chwilę czasu i mały zapas nudy pod ręką :) postanowiliśmy z Robertem w końcu obejrzeć jakiś dobry film. Jesteśmy w wypożyczalni. Szukamy po półkach, czytamy opisy, no nie ma nic ciekawego, lepsze filmy wypożyczone. Lepsze w sensie thrillery psychologiczne jak dla mnie :) albo jakieś dramaty, najlepiej też psychologiczne :) no, ale przecież nie może być tak łatwo. Lukam na te póły i wzrok mój się zatrzymał na jednej pozycji, więc za pudełko i w krzyk: Robert !!!! The Social Network jest!!!! Decyzja była szybka – Bierz!!! W sumie nie miałam weny na taki film, ale stwierdziłam: w sumie to może być, bo przecież i tak nic lepszego nie mamy :) Odpaliliśmy kino i GO!

Kurcze wiele osób krytykuje ten film, a że nudny, że mało akcji … Moim zdaniem jeśli film robi coś w twojej głowie, mam na myśli wierci ci dziurę, powoduje że myślisz o nim, rozmawiasz o nim, to jest to dobry film. Przyznaję, że mnie zainteresował i zainspirował. Szmal, jaki Mark Zuckerberg zarobił na stworzonym przez niego portalu społecznościowym  Facebook, no nawet nie mogę powiedzieć, że jest to kwota imponująca, to normalnie szaleństwo, to góra szmalu, masakra kasy!!!! Tak jest, zdarza się tak, może nie tak spektakularnie w kwestii kwoty jak w Stanach, bo tam jak sprzedaż coś za dolara i kupi to od ciebie ćwierć amerykańców to zarobisz na tym 75 milionów dolarów !!!! Ale można. Pomijam fakt, że oprócz Stanów w chwili obecnej Fejs opanował cały świat!! I to jest imponujące!! Człowiek jak wie czego chce, ma pasję, ma pomysł, chce coś zrobić i dąży do swojego celu konsekwentnie, ciężko nad tym pracuje - to osiągnie sukces. Przelicznik i mechanizm twórczy oraz procesor, jaki Zuckerberg ma w głowie to jest wartość, jakiej mu nikt nie zabierze. Koleś ma pasję w oczach jak mówi o Facebooku. Ludzie uważają go za dziwaka, na filmie również to pokazują. Być może nim jest, ale jest to posiadacz jednego z najbardziej ciekawych i wielkich umysłów, jakie mnie zadziwiły. To mi imponuje, a nie BMW za 200 tysi zielonych w garażu, he :) Zuckerberg  może sobie kupić mniej więcej 125 000 takich BMW!!!!!!!!!!!!!!!!! Nawet pokwapiłam się, aby to policzyć. Aczkolwiek wiem również, że jest jeszcze jeden czynnik niezmiernie ważny czynnik, który ma wpływ na ten sukces, a mianowicie – SZCZĘŚCIE!! Cholerne szczęście! Takie miał Mark w postaci Seana Parkera – potocznie zwanego przeze mnie, Napsterem. Gdyby nie Napster to nie wiadomo jakby się to potoczyło dalej. Z pewnością nie było by tak łatwo. I tak sobie myślę, czy uda mi się spotkać takiego Seana Parkera?? I to jest pytanie za 100 punktów!! Tego nie wiem, ale czekam i myślę sobie kurcze, ciekawe jak to jest być Markiem Zuckerbergiem?




wtorek, 1 marca 2011

Relaks ... :)


Kurcze jak długo mnie tu nie było. Czas, czas, czas ciągły jego brak. Mam sporo na głowie, ale chyba dopiero wtedy czuję się dobrze, lubię być zajęta, bo nie rozmyślam za dużo. Odpręża mnie sprzątanie. Wtedy też nie mam czasu na zbędne roztrząsanie i szczegółowe analizowanie wszystkich zdarzeń, które dzieją się dookoła mnie. Bo tak już mam, że ciągle nieustannie analizuje wszystko i wszystkich. Każdy szczegół, zdarzenie, przeżycie, konwersację, sytuację to męczy, ale już taka jestem. Natomiast prawda jest również taka, że lubię analizować J , absurdalne i paradoksalne, lecz prawdziwe J Moja głowa ciągle pracuje, czasem mam wrażenie, że” procesor” się spali J szczególnie, kiedy pracuję w stresie, wtedy mój „procek” ma takie przyspieszenie, że sam Kubica by nie pogardził prędkością J Taaaak marzy mi się urlop. Narty!!!! Albo plaża, sauny, masaże!! Ale sezon w pracy zbliża się wielkimi krokami, więc baterie mogę ewentualnie doładowywać :/ Więc relaksem w chwili obecnej jest książka, facebook, dobry film, operetka – kocham operetkę ♥♥, teatr to również jest to, co tygryski lubią najbardziej oraz fotografia, która jest nieodłączną formą mojego życia, poprzez pracę mojego Roberta, więc oczywiście wystawy fotografii to również relaks. Kilka dni temu miałam okazję i czas, aby pojawić się na wernisażu fotografii zatytułowanym „Tybet”. Na którym gościłam ze mężem mym J Świetna sprawa, mega foty autorstwa Marcina Zaborowskiego, naszego szczecińskiego podróżnika, a zarazem kumpla mojego Roberta. Na owym wernisażu również mogliśmy obejrzeć krótki film autorstwa Marcina, czyli taki reportaż wraz z dźwiękiem w „pigułce” - polecam. Zapraszam.  Dobra lektura + fotografia =  www.marcinzaborowski.com


















środa, 16 lutego 2011

Babeczkowy potwór :)

Ostatnio szwendając się po necie natknęłam się na foty pewnych babeczek i kurcze tak mnie zachwyciły normalnie, że nie omieszkałam sobie skopiować kilka fotek. No tak śliczne są że normalnie nie wiem :) Kto takie cudeńka maleńkie tworzy, takie mini torciki, malutkie dziełka sztuki, cudne słodkości, rozkoszne maleństwa? To jest dopiero talent kurcze!! Smaczne, bo takie cuda muszą być smaczne jak cholera i przesłodko piękne :) Ach te wszystkie szczegóły, są tak idealne, tak amerykańskie. Że też takie babeczki mogą tak zawrócić dorosłemu człowiekowi w głowie :)) Cholera czy ja mam jakieś objawy zwiększonego poziomu estrogenu w organizmie? Czy może babeczkowy potwór się we mnie obudził?? :)) No nie wiem sama. Who cares!!!

♥ Potforowa galeria 



























środa, 9 lutego 2011

Lord Wader w wydaniu Volkswagena :)))

Tu nie ma co gadać, to trzeba zobaczyć heheheh :)))) Nie mogłam się oprzeć, musiałam ją wstawić na bloga :))) i mimo to, że jestem oczywiście wierna Volvo to Volkswagen zrobił reklamę specjalnie dla mnie :))) urzekła mnie :D Enjoy people ♥






Luknijcie sobie jeszcze na making off :)))





piątek, 28 stycznia 2011

Głupota Ink :))

Już od jakiegoś czasu myślę o zrobieniu sobie tatuażu, aczkolwiek chcę żeby to było coś przemyślanego i ładnego dla oka. Nie chcę się spieszyć i dać się namówić na jakąś bzdurną dziarę. Wiem, że jestem wybredna i jak nie wybiorę odpowiedniego wzoru to może mi się to szybko znudzić. Tylko, że to nie rękawiczka, tego się nie da zdjąć :) Więc rozmyślnie szukając inspiracji zaczęłam przekopywać neta w poszukiwaniu ideału na wzór. No i się zaczęło… Jak ja się kurcze zszokowałam i uchachałam, jakie cuda ludzie sobie dziarają na ciele. Dużo jest dobrych i ciekawych prac, aczkolwiek mnie zainteresowały najgłupsze, najbrzydsze i najbardziej durne dziary według mnie. Szukanie czegoś odpowiedniego dla siebie szybko zmieliło się w oglądanie „bazgrołów” jak ja to nazwałam albo inaczej „głupota do potęgi”. Ja wiem i rozumiem doskonale, że w dzisiejszym świecie, jeśli chcesz zaistnieć, być zauważonym to musisz się wyróżniać. Ale kurcze nie wiem, co kieruje kolesiem, który wydziarał sobie np. małpę, krowę, kota…albo luknijcie na lolę Made in Poland, albo na pachę kolesia… lub świnkę na rozkład... a może panowie smoczek wam się podoba??? :)))) Najbardziej właściwie rozwalił mnie wabbit :)…  a z resztą sami zobaczcie ten obraz rozpaczy, bo ja poległam :) ENJOY!!!

Na końcu jest foto nogi mojego kumpla Jacka, tak dla odmiany coś w dobrym stylu :P
















Noga Jacka ;)