Tak, tak pamiętam pierwsza miłość to była dopiero masakra
Byłam chyba w czwartej klasie podstawówki miałam jakieś 10 lat. W klasie mieliśmy kilku lolów, za którymi latały dziewczyny z klasy. Jeden z nich to był Piotrek, nie podam nazwiska, aczkolwiek moi ludzie będą wiedzieli któż to jest. Miał mało atrakcyjną ksywę Kupa, no niestety to ja chyba wymyśliłam tę ksywę, aczkolwiek nie z powodu nienawiści, raczej po to, aby zwrócić uwagę „ukochanego”
. On też nie był tak subtelny. Ja z kolei miałam jedyną w życiu ksywę nadaną właśnie przez niego – Gąsior
pięknie prawda?? No… on niby nie narzekał na swoją ksywę ja też. Więc było to tak. Pamiętam, że ciągle mi dokuczał i jak facetka od matmy nasza wychowawczyni posadziła Kupę za mną to się dopiero zaczęło. Ciągle miałam przez niego przerąbane, bo on chcąc okazać mi swoją sympatię czy tak jakby miłość ,albo kopał moje krzesło, albo przywiązywał mi włosy do krzesła, albo przyklejał mi kartki do pleców z tekstem: ‘Gąsior u Gąsiora najlepsze gęsi bez piór’ nie wiem czy ja wtedy też takie rzadkie włosy miałam, że łysego gąsiora przypominałam?? Nie ważne
Facetka ciągle na mnie krzyczała: Gośka przestań gadać!!, Nie obracaj się do Piotrka!! Uspokójcie się obydwoje, Gośka wyjdź z klasy!! Normalnie ciągle na mnie było. Czasem były innego rodzaju podrywy, drapanie linijką po plecach, lub po rękach, rzucanie papierków z głupawymi tekstami na ławkę, ale najbardziej spektakularny przedstawia się następująco (już nie pamiętam, który to kreatywny z mojej klasy to wymyślił, ale chyba Koniu). A więc: bierzesz kredę, mażesz po tablicy, ścierasz kredę swoimi kapciami(wtedy moda była na wełniaki bardzo kredo chłonne), podchodzisz do wybranki i uderzając kapeć o kapeć robisz zadymę, tak zwaną chmurę przed twarzą swej „ukochanej” prawda, że fantastyczne??
To dopiero wojna była i skopane dupsko Piotrka przeze mnie
No, więc w końcu po tak ciężkim procesie podrywu, na jakiejś przerwie, wiosna była, bo ciepło. Na trzepaku koło szkoły(moja buda to 13 na Zachodzie) ganialiśmy się dookoła trzepaka i w końcu padło to magiczne sformowanie: ‘Gośka!! Chcesz ze mną chodzić?? ‘ A ja oczywiście w skowronkach odpowiedziałam: ‘tak’ i wszystko miało już być super. Ale niestety życie podłe jest. Minęły jakieś 3 lekcje, kolejna przerwa idziemy na trzepak za rączkę. Przyszliśmy i jakieś typki siedziały na ławce starsze od nas i coś tam zaczęli szczekać do nas, no to ja do nich też odszczekałam, więc oni pogrozili mi, a ja w zaparte walczę z nimi, a Piotrek nic. No… skończyło się tak, że zaczęliśmy z „ukochanym” raczej szybką ewakuację w stronę szkoły i jeszcze na korytarzu powiedziałam mu: ‘Dobra Piotrek koniec z nami, zrywam z tobą’ i poszłam. Już wtedy nie wiadomo, o co mi chodziło, by się zdawało. Ale ja nie mogłam zrozumieć kurcze, dlaczego do cholery to ja sama miałam się bronić przed typkami koło trzepaka?? Nie ważne, że ja tak troszkę do nich napierałam z tekstami yyyy no w sensie jęzor to ja miałam cięty i gęba nie zamykała mi się ciągle
po prostu nie obronił mnie i koniec związku, miłość skończona, dupa zimna, chleba z tego pieca nie będzie. No… oczywiście moja decyzja była zbyt pochopna i krzywdząca dla Piotrka, jak się okazało również dla mnie, bo jednak chciałam być jego dziewczyną, ale cóż… takie życie. Chciało się być odważną to się później cierpiało i w poduszkę ryczało do rana, takie są konsekwencje cholera, jak rozum głupszy od serca 

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz