niedziela, 12 grudnia 2010

Zakupowy szał :>

 Zbliża się czas przedświątecznego zakupowego szału. Kurcze i chyba mnie to zjawisko dopadnie w tym tygodniu. Trzeba sobie przecież kupić małe, co nieco. Pomijam już kupowanie prezentów. Ten proces to już łatwizna, ale wymyślanie, co komu kupić to jest sztuka. Oczywiście nie mam problemu z wybraniem sobie lub Robertowi prezentu :) Zazwyczaj ja dużo wcześniej wiem, co sobie kupię. Robert też zazwyczaj jest zdecydowany i jego prezenty są yyyy raczej zawsze związane z fotografią :) co właściwie mnie nie dziwi, ale rodzina udaje zawsze, że nie wie co można by kupić dla Roberta. Niby nie chcę uczestniczyć w zjawisku tego całego szału zakupowego, ale kurcze jakoś czekam, kiedy połażę sobie z Siorką po centrum handlowym. Właściwie zamierzamy spędzić tam cały dzień. No bo tak. Najpierw na początek oblecimy wszystkie newralgiczne sklepy. Kolejny krok to będzie wybór kilku, w których będziemy siedzieć i przymierzać. No i oczywiście po tak wyczerpujących zadaniach trzeba się posilić. Więc na jedzenie polecimy. Po obiadku, znowu polatać. H&M to ulubiony sklep, Zara, Reserved i kilka innych. Oczywiście kawa w Empiku to podstawa.  Prasówka kobieca - też trzeba coś zahaczyć. No i znów po sklepach, a to przymierzanie – szukanie - przymierzanie meczy jak cholera. W jakiejś przerwie na siku, można skorzystać i przebrać się w toalecie w nowe szmatki.  Jak już ubrań się trochę zgromadzi to buty trzeba pomierzyć. W między czasie kilka drobiazgów z biżuterii, jakieś inne duperele, to też kurcze wyczerpuje :> i jak już stopy bolą od łażenia to wtedy tak pod wieczór idziemy do Multikina na film, oczywiście bilety wcześniej zakupione zostały, bo to procedura standardowa w moim zjawisku szału zakupowego.  W kinie popcorn i pepsi, bo bez tego to jakoś dziwnie. I jak już jesteśmy opchane jak bąki tym popcornem, stopy nas bolą, i rąk brak na torby z zakupami, wtedy wykonujemy magiczny krok. Tak zwany telefon do prywatnego taksiarza, w sensie mojego Męża, który w drodze do domu jakoś znosi pokazywanie każdego duperela, jaki się kupiło. Cierpliwie to wytrzymuje, choć wie, że w domu jeszcze będzie przebieranie, czyli demonstracja nowych zdobyczy :) Aczkolwiek ten cały szał zakupowy na szczęście dopada mnie raz w roku. Jeśli ja to wytrzymuje, to chyba nie jest tak źle. Wydaje mnie się, że każdy czasem musi być próżny :) no i ja również bywam, dobrze tylko, że tak rzadko :>  








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz